DDA o sobie…

DDA o sobie…

Słuchałam niedawno audycji w radio dot. DDA – tego, jak sami się postrzegają. Podczas dyskusji dwojga zaproszonych ekspertów prowadzący cytował smsy od słuchaczy… Zapamiętałam szczególnie dwa. Brzmiały mniej więcej tak:
„Jacy my DDA jesteśmy przewidywalni, jak łatwo nas rozgryźć. Dobrze, że nie wszyscy to wiedzą…”
i drugi:
„Boże, nam to chyba pomoże jedynie wymiana mózgu albo i resocjalizacja”…

I coś w tym jest. Poziemne państwo DDA. Ileż ludzi tam się ukrywa! Zmuszonych do milczenia i jakby podwójnego życia. Jedno to, które widać. Czasami trudno zauważyć. Bo przecież umiemy grać rolę wyznaczoną nam przez życie. Jesteśmy zaradni, mili, uprzejmi, zadbani, tacy gotowi do pomocy, ważni. Tylko czasami te smutne oczy zdradzają prawdziwy stan rzeczy. Bo tak naprawdę to łatwo nas zranić, jesteśmy dziećmi niekochanymi, niezauważonymi, przestraszonymi, zalęknionymi…

Przypomina mi się jeszcze jedna scena z filmu, serialu właściwie. „Ranczo” – widziałam prawie wszystkie odcinki. I jedna scena, bardzo śmieszna, ale nie dla mnie… Takim DDA może być serialowy policjant Stasiek. Stasiek ma wiele zróżnicowanych, przeciwstawnych cech charakteru: jest zaradny i jednocześnie gapa, jest perfekcyjny i zawsze mu coś nie wychodzi, odważny i zalękniony przed wyżej stojącym w hierarchii, oschły i łagodny, prowadzi intrygę i jednocześnie ją łagodzi. Boi się wszystkiego i w siebie nie wierzy. Daje sobą manipulować, choć nie jest głupi. Zdolny do bohaterskich czynów i odważnej społecznej postawy, jednocześnie lękliwy i zagubiony. Stasiek bardzo przejmował się ciążą Wioletki. Postanowił ten dzień zorganizować perfekcyjnie, zabezpieczył się z każdej strony, by Wioletce nie brakowało opieki. Sprawę miał przemyślaną. W pogotowiu postawił babkę, Solejukową (z racji doświadczenia) i doktora. Sam był pod telefonem. Oczywiście akcja potoczyła się nie według planu. Staśkowi w kościele dzwoni telefon. Wychodzi na zewnątrz. Wioletka rodzi. Stasiek zgodnie z planem wykonuje telefony: do babki, lekarza i Solejukowej. Uspokaja żonę i wsiada do samochodu. I tego biedny Stasiek nie przewidział. Samochód nie chciał odpalić. Krzyk i mina policjanta bezcenne. Scena przekomiczna. Ale mnie nie było do śmiechu. Zestresowałam się razem z biednym Staśkiem. Przecież tak jest, że wszystko ogarniamy, przewidujemy, myślimy, biegamy, a rzeczywistość tak brutalnie nas zaskakuje. Jakie to niesprawiedliwie. Tyle wysiłku, by wszystkim było dobrze, a tu taki zawód. Akcja kończy się tak, że Stasiek przybywa do baru spóźniony. Wioletka urodziła, poród odebrały pielęgniarka i córka wójta, które były w gospodzie. Stasiek na widok dziecka i żony mdleje. Doktor zajmuje się najpierw nim, potem świeżo upieczoną mamą i dzieckiem.

Ot tacy jesteśmy… wymyślamy i reżyserujemy rzeczywistość, a ta nieubłaganie wymyka nam się spod kontroli. Jednakże jeśli tylko odpuścimy sobie i innym, rzeczywistość przestanie nam dokuczać. staniemy się jej integralną części i poczujemy coś, o co walczymy od zawsze: AKCEPTACJĘ!!!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s