Idą zmiany…

DSC00773
Idą zmiany

W poniedziałek zadzwoniła do mnie mama (alkoholiczka, nieprzyjmująca tego do wiadomości). Rozmowa wyglądała tak: ona nadaje, nadaje, nadaje, wyrzuca z siebie wszystko jak leci. Jednym tchem zadaje pytania, odpowiada sobie i ocenia, ocenia, ocenia… Ja wydaję z siebie jakieś zduszone jęki. Cieszę się, że rozmowa  trwała krótko.
W jej trakcie poszłam do najmłodszej by poprzeszkadzała… Po telefonie, jak nietrudno się domyślić, moja samoocena w dół… i znany natłok myśli… może powinnam coś zrobić. Chyba powinna się zmienić, bo jestem nikim, więc może wyjadę, pójdę do nowej pracy, zacznę studia Bóg wie gdzie… w końcu zmęczona padam na łóżko…
Po chwili… małe otrzeźwienie… słowo…

„Powinnam”… O nie nie… nic nie powinnam.
Znam tę litanię powinności na pamięć.

Zawołałam starszego, bo umie gadać. I pytam, czy chce by mamusia poszła do pracy, na studia i takie tam powinności. Patrzy na mnie słodko i spokojnie mówi:
„Nie. Jest dobrze mi tu i chcę mieć mamę blisko”.
I spokój. Noc przespana.

 

Dzień drugi. Telefon z pracy. Czy wezmę nowe zlecenie? Ja że tak. Ale ten telefon, maile jakieś wydały mi się chłodne, zdawkowe. I w mojej głowie znowu odezwał się „Komitet”:
„Na pewno nie chcą z Tobą pracować. Na pewno się to skończy.
To tylko kwestia czasu. Możesz już szukać sobie innego zajęcia”
.

Czekam na maila z robotą, nie przychodzi. Moje obawy się potwierdzają.
Napięcie rośnie. Zrezygnowana idę spać. Rano telefon: – Czy już zrobiłam zlecenie?
– No, ale ja przecież nie dostałam zlecenia…
– „A sprawdziła pani SPAM?”
– A kuku!!!

„Moment a kuku”… znacie? Oczywiście, że w tym dialogu wewnętrznym nie sprawdziłam spamu… blondynka… Przeprosiłam za gapiostwo, pośmiałam się z siebie… Bo przecież nie wpadłam na najprostsze rozwiązanie, żeby zadzwonić i zapytać.
Nie! Ja już się skreśliłam z listy współpracowników…

Dziś siedzę i pracuję w małym popłochu. I znowu dzwoni telefon: dentysta! Czeka! Miałam być o 17.00. Jest 17:03. Wyskoczyłam jak stałam – samochód zastawiony…

Wiecie co? jak się czułam? Poczułam jak to moje poczucie bezpieczeństwa, ten mój perfekcjonizm, to moje zorganizowanie, ten tryb automat, te moje misternie budowane plany, kontrola nad życiem – rozpadły się jak domek z kart… Przecież tak o wszystko zadbałam, terminarze, wywieszone kalendarze, terminy spotkania, perfekcjonizm w każdym calu… padło…

– MÓJ PERFEKCJONIZM PADŁ!!! Miał 40 lat i padł!!!

Zaczęłam się śmiać z siebie! Nie mogłam przestać!
Poczucie bezbronności było bardzo miłe  i rozbrajające!
Zadzwoniłam po męża, przyszedł, wyjechał.. Dojechałam do dentysty spóźniona. Przeprosiłam. Mam nadzieję, że zrobił mi właściwego zęba… bo mówił, że moja lewa strona, a robił prawą.

To, że jesteśmy tacy poukładani, perfekcyjni, tacy najlepsi – to głupie i śmieszne!!! Taki automat! Ja w tym całym perfekcjonizmie nie wpadłam, że można zadzwonić i zapytać!!! Męża poprosiłam na kolanach, zalewając się łzami śmiechu, by mi pomógł w tym zleceniu na wczoraj!  I pocałowałam go na ulicy, jak mi tym wozem wyjechał z tego zastawionego parkingu… Bo taki kochany i te dzieci jakoś ogarnął, chore i marudne… I mnie z tą „sraczką” do tego dentysty…

I taka jestem prawdziwsza.
To ja!!! Jestem DDA!!!
Kocham męża i dzieci! Uczę się prostego życia i jego zasad: że można zadzwonić i zapytać, że można okazać się nieperfekcyjnym, że może coś mi nie wyjść, że mam na kogo liczyć…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s