Jak chorujesz?

Za oknem zimno, pochmurno, wieje… nieciekawie… Ludzie zakatarzeni. Co chwilę wyłania się ktoś w trakcie lub zaraz po infekcji. I jak tu nie zachorować. A przynajmniej nie spróbować.

Zachorowałam i ja… Zwyczajne przeziębienie, ale niezwyczajne przygnębienie z tego powodu. Nie lubię siebie w czasie choroby. Nie lubię chorować. Choćby to był zwykły katar. Nie lubię. Nie mam cierpliwości. Wydaje mi się, że jestem słaba, zależna, taka nieposkładana… Zapadam się w sobie. Rozpaczliwie szukam czegoś lub kogoś kto mi ulży. Potem to mija… albo i nie…

Tym razem przywołał ten mój stan wspomnienia… jedno za drugim… dużo chorowałam jako dziecko i matka nie miała do mnie wówczas cierpliwości. A ja chorowałam wtedy jeszcze bardziej, a najbardziej wtedy gdy mnie nie zauważano. I jedno wspomnienie, które już kilkakrotnie opowiadałam tu i tam… Jeszcze w podstawówce to było. Sobota zdaje się z samego rana. Słyszałam jakieś kłótnie w kuchni. I wiedziałam, że ojciec gdzieś się wybiera, a matka nie chce. I leżałam w łóżku i przełykałam z trudem ślinę. Matka wyszła, trzaskając drzwiami. Nie zdążyłam jej powiedzieć, że chyba będę znowu chora… Ojciec chodzi po domu. Jemu nie powiem, bo on się nie zna. Nie wiem co robić. Nigdy mi nic nie podał i nigdy nie był ze mną u lekarza. Najwyżej poczekam na matkę. Ojciec za dużo się krząta. Wychodzę z pokoju. Poinformował mnie, tonem nieznoszącym sprzeciwu, że jedziemy do Szczecina na przysięgę do mojego kuzyna. Powiedziałam, że jestem chora. Odpowiedział, że muszę, bo matka i brat nie mogą i ktoś z nas ma pojechać. Padło na mnie. Wystawili mnie znowu. Nie zdążyłam się zorientować co się święci. Pojechałam… Takim samochodem Nyską. Jakiś wynajęty wóz, kierowca też obcy i z tyłu na ławeczkach siedziały moje ciotki, wujkowie, kuzyn z dziewczyną i mój ojciec, a na dole skrzynka wódki… Czułam coraz bardziej w gardle te szpile, a przełykanie śliny przychodziło mi z coraz większą trudnością. I strasznie robiło mi się zimno. Nie pamiętam nic z tej imprezy, nie pamiętam nawet czyja to była przysięga. Pamiętam za to jak leżałam z tyłu tego samochodu i myślałam, że umieram. Mój ojciec ani razu do mnie nie podszedł i nie pamiętał potem co ja tam robiłam. Za to ja pamiętam jego, w środku imprezy, dusza towarzystwa, śpiewał i polewał, a w powrotnej drodze tylko rzygał i spał…i takie gile mu wisiały z nosa… Nie patrzyłam na niego. Wstydziłam się… i spałam chyba… Chorowałam potem jeszcze dwa tygodnie… Ale wtedy na tej ławce, dygocąc z zimna naprawdę myślałam, że umieram i ostatnim kogo widziałam był mój ojciec z tym gilem. Nie czułam już nic… Nawet bólu i gorączki. Nic… poza wstydem…

Ocknęłam się z tego wspomnienia. Poprosiłam męża, by postawił mi bańki i zaopiekował się dziećmi. Zrobił mi też herbatkę z malinkami. Otuliłam się kocykiem i zasnęłam. Postanowiłam zaopiekować się sobą najlepiej jak potrafię i zachować cierpliwość. Bo chorowanie wymaga cierpliwości… zwłaszcza od siebie…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s